Zle­ce­nio­dawca budo­wy i pierw­szy wła­ści­ciel kamie­nicy to apte­karz, leka­rz, przy­rod­nik, wyna­lazca i przed­się­biorca w jed­nej oso­bie, zwią­zany przez czter­dzie­ści lat z War­szawą i jej śro­do­wi­skiem nauko­wym. Uro­dzony w Ostró­dzie, w czę­ściowo spo­lo­ni­zo­wa­nej rodzi­nie apte­ka­rzy, nauki pobie­rał w Elblą­gu, Kró­lewcu, Rydze, Peters­burgu, Wied­niu i Ber­li­nie, by uwień­czyć je – w wie­ku 26 lat — stop­niem dok­tora medy­cyny i chi­rur­gii we Frank­fur­cie nad Odrą. Prak­tykę lekar­ską pod­jął w War­sza­wie, a gdy wybu­chło powsta­nie kościusz­kow­skie, zacią­gnął się do woj­ska i słu­żył jako leka­rz dywi­zyjny, docze­kaw­szy się pochwa­ły od same­go Naczel­nika Kościusz­ki. Przez rok peł­nił służ­bę jako leka­rz w Legio­nach Pol­skich we Wło­szech. Po powro­cie do kra­ju zaszył się na pro­win­cji, ale rychło został doce­niony: powie­rzono mu kate­drę histo­rii natu­ral­nej w Szko­le Lekar­skiej w War­sza­wie, a w 1818 roku został mia­no­wany pro­fe­so­rem Wydzia­łu Mate­ma­tyczno-Fizycz­nego, a następ­nie Wydzia­łu Lekar­skiego Uni­wer­sy­tetu War­szaw­skiego. Zor­ga­ni­zo­wał uni­wer­sy­tecki gabi­net histo­rii natu­ral­nej, któ­remu ofia­ro­wał wła­sne zbio­ry przy­rod­ni­cze, był zało­ży­cie­lem i opie­ku­nem pierw­szego war­szaw­skiego ogro­du bota­nicz­nego przy pała­cu Kazi­mie­rzow­skim.   W uzna­niu zasług, w 1823 roku otrzy­mał dyplom szla­checki i odtąd mógł pie­czę­to­wać się her­bem Różan.

Jak się zda­je, umy­sł wszech­stronny, żywy i cią­gle poszu­ku­jący. Dużo pisał. Jest auto­rem saty­ry lekar­skiej Doctri­na per­versa czy­li Nauki doświad­czo­nego prak­tyka dane syno­wi, któ­ry w stop­niu dok­tora medy­cyny z zagra­nicy wra­ca, w któ­rej dzie­li się swy­mi spo­strze­że­niami doty­czą­cymi ety­ki lekar­skiej. Jako mło­dy leka­rz badał pro­blem koł­tuna pol­skiego, co zaowo­co­wało inte­re­su­jącą publi­ka­cją Opi­sa­nie Koł­tuna z przy­łą­czo­nemi prze­pi­sami jak się w tey cho­ro­bie zacho­wać y iak ią leczyć potrze­ba… na poży­tek ludu wiey­skiego. A jed­no­cze­śnie zakła­dał fabry­kę che­miczną na Nowo­lip­kach w War­sza­wie i przy­go­to­wał memo­riał w spra­wie urzą­dze­nia „fabry­ki gór­ni­czej”. We Wło­szech pra­co­wał nad nową meto­dą lecze­nia mala­rii, w Puł­tu­skiem zaszcze­pił prze­ciwko ospie parę tysię­cy dzie­ci. Zapro­jek­to­wał kirys do pły­wa­nia, „spo­sób pew­ny dla rato­wa­nia się osób pły­wać nie umie­ją­cych, przy roz­bi­ciu okrę­tu”, czy­li kami­zelkę ratun­kową, przy­rząd do wydo­by­wa­nia kul kara­bi­no­wych z ran, któ­ry nazwał kulo-drąż­kiem. Przy współ­udziale kon­ser­wa­tora gabi­netu zoo­lo­gicz­nego stwo­rzył cho­ra­leon zwa­ny też aeolo­me­di­co­nem, impo­nu­jący instru­ment muzycz­ny, łączą­cy cechy orga­nów i for­te­pianu.

Naj­bar­dziej spek­ta­ku­lar­nym pomy­słem był pro­jekt łodzi pod­wod­nej, któ­ry opra­co­wał, gdy „naj­więk­szy nasz Naczel­nik, Kościusz­ko […] został w nie­wolę wzię­ty”. Obmy­ślił bowiem, natchnie­nie czer­piąc z obser­wa­cji gło­wo­noga łodzi­ka (Nauti­lus pom­pi­lius), że „szla­chet­nego męża” z Peters­burga do Szwe­cji „pod wodą upro­wa­dzić moż­na”. Pro­jekt nie docze­kał się reali­za­cji, Hof­f­mann podob­no prze­ka­zał pla­ny gene­ra­łowi Saint-Cyr, któ­ry miał je wysłać do Pary­ża. Czy pomy­sł ten wyko­rzy­stał Robert Ful­ton, budu­jąc kolej­ne wer­sje okrę­tu pod­wod­nego Nauti­lius, tego się pew­nie nie dowie­my – Hof­f­mann był tego pewien: „wyna­lazku jemu odstą­pić nie mogę”.

W lata­ch 1819–1820, na zle­ce­nie Jaku­ba Fry­de­ryka Hof­f­manna Les­sel wybu­do­wał kamie­nicę przy ul. Nowy Świat 37, tu Hof­f­mann zamiesz­kał, a w ofi­cy­nie domu uru­cho­mił …wytwór­nię octu win­nego. Zapew­ne wspie­rała budżet pro­fe­sora i wyna­lazcy. Tutaj zmarł w 1830 roku i został pocho­wany na cmen­ta­rzu Ewan­ge­lic­kim.